Chodź do pańci, skarbeńku… czyli nasi czworonożni ulubieńcy.
W zbiorach Biblioteki Pedagogicznej w Radomiu znajdziemy bogaty wybór literatury dotyczącej zwierząt, pozycje naukowe i popularnonaukowe, których autorami są niezwykli pasjonaci i eksperci w tej dziedzinie. David Attenborough, Steve i Terri Irwin, Shaun Ellis, Simona Kossak, Dorota Sumińska czy Andrzej Kruszewicz to zaledwie kilkoro z dostępnych u nas autorów książek dla miłośników zwierząt. Regularnie przybywają do Biblioteki Pedagogicznej nowości z dziedziny zoologii, psychologii zwierząt i behawiorystyki oraz wszelkie inne dotyczące naszych braci mniejszych i większych, a także ludzi poświęcających im swój czas i serce. Ostatnio pojawiły się u nas Co myślą i czują zwierzęta Carla Safiny, Pan od pomagania autorstwa Małgorzaty Walczak i Konrada Kuźmińskiego, Na ścieżkach życia: historia naturalna zachowania zwierząt Davida Attenborough i wiele innych. W dziale literatury dziecięcej również nie brak książek opowiadających o zwierzętach, o ich zwyczajach, zwykłych i niezwykłych przygodach, wreszcie o ich pięknych przyjaźniach z człowiekiem. O takich właśnie przyjaźniach opowiedziały mi koleżanki z naszej biblioteki…
Asia pracuje w filii Biblioteki Pedagogicznej w Grójcu. Jest szczęśliwą opiekunką Leosi, króliczej piękności, która okazała się dziewczynką po roku bycia Leosiem. Jej ulubionym zajęciem jest wchodzenie wszędzie tam, gdzie wchodzić absolutnie nie wolno. Lubi wskakiwać na parapet i zjadać kwiatki, a zauważona próbuje schować się za doniczką myśląc, że jej nie widać. Uwielbia spać i jeść, a jej ulubionym przysmakiem są kable, szczególnie HDMI. Króliczka jest ukochaną przyjaciółką córki Joasi, Ani, która opiekuje się nią z wielkim zaangażowaniem. Choć sprawia trochę kłopotów, jest dla nich również źródłem radości, dlatego wybaczają jej wszystkie psoty.

Przygoda Bożeny, która również pracuje w filii Biblioteki Pedagogicznej w Grójcu, zaczęła się kilka lat temu od dokarmiania mieszkających w pobliżu jej domu zwierząt wolno żyjących. Wkrótce potem nastały piękne czasy dla kotki o nieco mylącym imieniu Guzik, która zamieszkała z rodziną Bożeny. Zaadaptowała się bardzo dobrze. Niedługo potem do Guzika dołączyła Panterka – jej siostra, która również znalazła ciepły i bezpieczny dom u Bożeny. Okazało się, że nad siostrzanymi uczuciami górę wziął instynkt terytorialny rezydentki. Kotki regularnie ze sobą walczyły aż furczało, a kocia sierść fruwała wokoło. To już na szczęście przeszłość, bo dziewczyny, choć mają odmienne usposobienia i ulubione rytuały, zaczęły się dogadywać, a rodzina Bożeny mogła odetchnąć z ulgą. W sierpniu 2024 roku, po wielu perypetiach, do zgodnego już kociego stadła dołączyła kotka Aniołek. Ze względu na problemy zdrowotne musi być odizolowana od reszty kociej ferajny. Nie ma jednak żalu do losu, bo mieszka z rodziną w specjalnie dostosowanym do jej potrzeb pokoju, z wieloma wspinaczkowymi atrakcjami. Pomimo przeciwności losu wyrosła na energiczną i przyjazną kocią członkinię rodziny.

Trudne początki były też udziałem Pędzelka i jego mamy. Czarnego kociaka z białymi kępkami sierści w uszach i na brzuszku oraz czwórkę jego rodzeństwa dzielna mama powiła w starych oponach, na wiejskiej działce Bożeny. Nasza koleżanka przystosowała najpierw to niegościnne lokum do kocich potrzeb. Po pewnym czasie nabierająca zaufania do swojej opiekunki kotka przeniosła maluchy na taras domu Bożeny, a stamtąd trafiły do wspaniałych domów z troskliwymi opiekunami. Wszystkie kocięta spotkał zasłużony happy end, a dwa z nich pozostały w bibliotekarskiej rodzinie: wspomniany Pędzelek i jego mama spędzają beztroskie chwile u Bożeny, która nazywa malca wspaniałym łobuziakiem, uwielbiającym przegryzać kable, zjadać kwiaty doniczkowe, wspinać się na drzewa, podgryzać świece i włamywać się do szafki z karmą. Nie zmienia to faktu, że jest bardzo kochany, a jego ludzka rodzina wybacza mu wszelkie przewinienia. Brat Pędzelka znalazł dom u Pauliny z Biblioteki Pedagogicznej w Radomiu. Freddie, bo takie dostał imię, nie jest tam zresztą sam. Ma dwie przyszywane ciocie, ale to już opowieść na kolejne wydanie Horyzontów Biblioteki.

Poznajcie Brunhildę, kotkę Izy z Biblioteki Pedagogicznej w Radomiu. Czarnowłosa piękność zawdzięcza swoje oryginalne imię bohaterce filmu Quentina Tarantino. Po czasie okazało się, że tak naprawdę bohaterka „Django” to Broomhilda, ale kocica o żadnych poprawkach słyszeć nie chciała. Brunhilda, zwana również Hildą, na dobre i na własnych zasadach, zadomowiła się w domu Izy. Kotka uwielbia jeść i spać, ale największe sukcesy osiąga w dewastacji mienia właścicieli. W wolnych chwilach wygraża gołębiom za oknem. Roszczeniowa i rozwydrzona, wszystko musi wiedzieć i widzieć, przez co nieustannie popada w kłopoty.

Chyba już pora na przedstawienie pierwszych psiaków. Koka i Mirka to podopieczne Moniki z Biblioteki Pedagogicznej w Radomiu. Monika od wielu lat jest wolontariuszką w Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt w Radomiu i tam właśnie poznała Kokę – dwunastoletnią sunię w typie owczarka belgijskiego, wesołą, energetyczną, kochającą długie spacery po lesie. Koka jest niesamowicie inteligentna, podaje łapę, słucha poleceń, choć bardzo często ma inne zdanie. Od dawna czeka na dobry dom, najlepiej z ogródkiem. Dlaczego dotąd go nie znalazła pozostaje zagadką dla Moniki, która zaprzyjaźniła się z Koką i poznała jej wspaniały charakter oraz cały wachlarz zalet. To wymarzona towarzyszka życia dla odpowiedzialnego człowieka o wielkim sercu. Nasza koleżanka, ze względu na rozmiary Koki, niestety nie może wziąć jej do siebie. Pozostają spotkania w każdą niedzielę, bez względu na pogodę, na które obie czekają z niecierpliwości.

Mirka natomiast znalazła miejsce i w sercu, i w mieszkaniu Moniki. To świeża sprawa, bo Monika adoptowała suczkę pod koniec lutego i wciąż dokłada starań, by Mirka poczuła się jak u siebie i uwierzyła, że odnalazła bezpieczną, pełną troski oraz miłości przystań już na stałe. Obie są na bardzo dobrej drodze, by tak się stało.

Informacja dla osób zainteresowanych: Koka jest gotowa do adopcji, wszelkie informacje znajdziecie na stronie Schroniska.
Do futrzastych opowieści Bożena z Biblioteki Pedagogicznej w Radomiu dołączyła wspomnienie o Funi. Koteczka miała osiem tygodni, gdy po nocnej sierpniowej burzy zeszła z drzewa w ogrodzie naszej koleżanki i ostrożnie podeszła do jej mamy. Zaproszona do miseczki chętnie zjadła porcję domowych klusek, a potem weszła na kolana. Funia mieszkała w domu rodzinnym Bożeny przez szesnaście lat. Zwykle cicha i delikatna, podczas zabawy w polowanie w pełni ujawniała swą kocią naturę. Trzeba było wtedy liczyć się z konsekwencjami spotkania z jej ostrymi pazurami. Swoje łowieckie umiejętności Funia skutecznie wykorzystywała w praktyce. Często przynosiła do domu swoje mysie trofea. Chętnie spędzała czas na ramieniu mamy Bożenki, głośno przy tym mrucząc wprost do jej ucha.

Na koniec, jak przystało na psiaka bibliotekarki, rudy lisek o literackim imieniu Dante. Co kierowało moim mężem, gdy nadawał naszemu ślicznemu pieskowi imię poety o dość niesympatycznej fizjonomii nie wiem, ale fakt, że zaprosił go pod nasz dach, przekreśla wszelkie błędy i wypaczenia „tatusia” Dantego. Zresztą samo imię jest piękne, jak chyba wszystkie włoskie słowa, a przy tym powstała dodatkowa motywacja, by może wreszcie autora Boskiej Komedii poznać nieco bliżej. Ale wróćmy do pieska. Dantuś trafił do nas ponad trzy lata temu, kiedy jako dziewięciomiesięczny młodzieniec został adoptowany z radomskiego schroniska. Przeszedł z uśmiechem i ufnością w moje ramiona z rąk dotychczasowej troskliwej opiekunki i od początku uznał naszą rodzinę za swoją. Jeśli chodzi o inne osoby to do tej pory jest raczej ostrożny przy pierwszym kontakcie i tylko nielicznych wybrańców obdarza od razu merdającym ogonkiem i gotowością do wzajemnych pieszczot. Mój pies posiada niezliczone zalety: ma mięciutką sierść i uwielbia wskakiwać na kolana, by okazać sympatię i ogrzać w chłodne dni. Jest niezwykle skoczny i bez trudu osiąga pułap jadalnego stołu skąd sprząta wszelkie jadalne, a choćby i półjadalne, produkty. Ma to najwyraźniej w genach, jak i ogólną skłonność do kleptomanii, ponieważ bez względu na okoliczności nie odpuści sobie „przytulenia” pozostawionych bez dozoru towarów. Chusteczki higieniczne, skarpetka czy kostka do gry, bez wybrzydzania zostaną zaciągnięte do Dantowego kącika. Okazało się jeszcze, że w tym drobnym ciałku drzemie waleczny duch i głos na miarę rotwailera. Nie zapowiada i nie stopniuje trzęsącego ścianami, przenikliwego ostrzegającego przed kurierami i innym podejrzanym elementem szczeku, lecz raz po raz, dzień po dniu, przyprawia nas o stan prawie przedzawałowy. Na pewno nieświadomie… Spójrzcie tylko w te oczy…

Pozdrowienia dla wszystkich uroczych bohaterów tego artykułu i ich wspaniałych opiekunek. Niech Wam nigdy nie zabraknie pełnowartościowej, smacznej karmy. Pozostałych bibliotekarskich pupili zachęcam do zaprezentowania się w kolejnym numerze Horyzontów Biblioteki. Wszystkich czytelników naszego magazynu zapraszamy do skorzystania z naszych zwierzęcych i wszelkich innych zbiorów.
